W zamierzchłych czasach, gdy jeszcze chodziłam do szkoły, mając lat 13 - udało mi się zgubić nadprogramowe kilogramy. W sumie straciłam ich 14 - bez jakiejś szczególnej diety, nie brałam po prostu dokładek i dużo piłam, w tym czerwoną herbatę. Kluczem do sukcesu okazał się jednak ruch. To dzięki niemu w pół roku osiągnęłam założony cel, ćwicząc codziennie minimum godzinę. Ćwiczenia były zróżnicowane - przysiady, brzuszki, nożyce, stepper, rowerek stacjonarny, rozciąganie, joga. Aktywność fizyczna weszła mi w krew. Na studiach nieco zwolniłam swoje fitnessowe tempo, jednak nadal byłam bardzo aktywna. Zakochałam się w aquaaerobiku.
![]() |
| Źródło: FreeDigitalPhotos.net |
Studia już dawno za mną, a praca w korporacji jest niesamowicie energożerna. Nadgodziny, stres, spotkania po pracy - to wszystko złożyło się na to, że nie ruszam się tyle, ile bym chciała, do czego już przyzwyczaiłam swoje ciało. Czuję się z tym źle i mam zamiar porobić w swoim planie treningowym porządki.
Więc będę się pilnować, m.in. właśnie na tym blogu. Zacznę rejestrować wszystkie wzloty i upadki. Papierowe dzienniczki odchodzą powoli do lamusa, zresztą - mając jakąkolwiek, nawet znikomą publiczność - zawsze działa to na człowieka bardziej mobilizująco.
A przy okazji notować będę różne lifestylowe tips&tricks. Pojawi się trochę psychologii, szczypta dietetycznych porad, może nawet jakieś zestawy ćwiczeniowe sobie tutaj odnotuję, by nigdzie ich nie zgubić.
Blog założony pod wpływem impulsu, tuż po powrocie z siłowi. Więc mam nadzieję, że to przeznaczenie, a nie przebłysk słomianego zapału :) w drogę!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spodobał Ci się ten post? Interesuje Ciebie ten temat? Proszę, napisz swoje przemyślenia.